Pułapka małych kroków i jak zacząć być eko?

W bycie eko wkręciłam się kilka lat temu chociaż od dawna środowisko było mi bliskie. Zaczęłam od 30-tu dni bez plastiku. Był to początek mojej przygody i jak się okazało, początek przygody z zero waste części z Was.
Stawiałam małe kroki w kierunku zmian w moim życiu. Wciąż je stawiam. Jednak… te małe kroki mogą być czasem zgubne. Dlaczego?
Niektóre moje wypowiedzi wyrwane z kontekstu mogą być źle zrozumiane, dlatego… Weźcie sobie herbatkę, kawę bądź jakąś pyszną lemoniadkę i zapraszam do lektury.
No więc… Jak zacząć być eko?

Małe eko kroki?

Mnóstwo się mówi o małych eko krokach. O byciu eko na luzie. O less waste itd. Ostatnio obejrzałam film „Można panikować” i skłonił mnie on do wielu refleksji na temat tego, jak podchodzimy do ekologii. Co możemy robić i co robić powinniśmy. Jeśli go nie widzieliście – serdecznie polecam. Pokrótce, profesor Szymon Malinowski, znany astrofizyk zajmujący się obecnie klimatem i propagującym wiedzę o nim – opowiada w sposób nostalgiczny o środowisku. O tym, że powoli kończy nam się czas na zmiany. Na myślenie eko. Że niedługo nasze wyniszczenie środowiska będzie nieodwracalne. Przybiły mnie słowa, że może jesteśmy ostatnim pokoleniem, które nie musiało się szczególnie martwić o klimat. Że nasze dzieci mogą mieć trudności z przetrwaniem na niesprzyjającej Ziemii. Że ona będzie istnieć. To my mamy problem i to my możemy, a może powinniśmy panikować.

Jak zacząć być eko na luzie i się nie lenić?

I tak sobie zaczęłam myśleć, w świetle tego filmu czym są i czym powinny być małe ekologiczne kroki. Jak zgubne może być takie myślenie. I jak cel łatwy do osiągnięcia może stopować nasz postęp. Zaczynając być zero waste chciałam złapać wiele srok za ogony. I powiem Wam, że kilka z nich złapałam na tyle dobrze, że wciąż są ze mną. Wiem jednak, że dla kogoś jednoczesna zmiana na wielu polach życia jest trudna, wręcz niemożliwa do realizacji. Wiem, że czasem ciężko jest przekonać domowników do eko zmian.

U mnie w domu kupujemy do swoich toreb. Na zakupy zabieramy woreczki, pojemniki. I na początku to było trudne. Musiałam pamiętać o nich non stop. Miałam je powieszone obok drzwi. Po kilku miesiącach i wyrobieniu w sobie nawyku zabierania i pamiętania o nich na zakupach – mogą leżeć w koszyku w kuchni, a ja i tak zabiorę je wychodząc z domu. Bo mój mały krok, stał się większym krokiem aż w końcu nawykiem.

Eko pielęgnacja i powolne zmiany.

Podobnie było z pielęgnacją, którą zmieniałam stopniowo. Na którą odkładałam pieniądze, bądź jak się okazało potem zaczęłam prowadzić ją rozsądnie i nie trzeba było błagać o podwyżkę w pracy. Moja pielęgnacja była pełna małych kroków. Ale nie było w niej taryfy ulgowej. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu, przestawiłam się na olej. Nie była to najlepsza dla mnie forma i czasem trochę zmuszałam się do niej. Łatwiej było zmyć coś płynem miceralnym ale nie chciałam iść na łatwiznę. Dlatego próbowałam zmieniać kolejne elementy mojej łazienkowej historii zero waste nie robiąc kroków wstecz, a do przodu.

Obecnie używam balsamu do demakijażu, który jest w słoiczku oraz myję buzię żelem w szklanym opakowaniu. I nie wychodzi u mnie to drożej. Kosmetyki są wydajne. Ja nie czuję uszczerbku w portfelu. Podobnie było z mydłami i znalezieniem takich, które mnie nie uczulają. Kiedyś również nie myślałam, że będę sprzątać dom mieszanką octu z wodą i olejkiem eterycznym czy sodą. Obecnie nie mam z tym problemu. Robiłam najpierw małe kroki w kierunku eko sprzątania i gotowych bardziej eko produktów. Czasem jednak były one droższe niż zwykła chemia. Nie chciałam znowu cofać się w postanowieniach eko. Przemogłam się i poszukałam naturalnych rozwiązań – które się u mnie sprawdziły.

Jak zaczęłam być eko? Stawiałam wiele małych kroków!

Moje eko kroki trwały i trwać jeszcze będą bo nie jestem ortodoksyjną ekolożką. Wam, że małe kroki mogą mieć wielką moc, ALE muszą postępować. Czasem czytam o małych krokach, które się podejmuje i jednocześnie pojawiają się wzmianki o tym, że ten mały krok jest ostatnim. Że mogłabym nie kupować wody w butelce, ale ją bardzo lubię, z kranu mi nie smakuje więc małym krokiem kupię wodę w baniaku i STOP. Tu się zatrzymujemy. I małe kroki się kończą. I nie chcę nikogo zniechęcać i mówić, że te małe kroki to nic. O nie. To super, że staramy się być bardziej eko jakkolwiek. Ale… nie pozwólmy aby małe kroki nas rozleniwiły.

Jestem osobą, która zawsze stara się zrozumieć wybory innych. Mam w sobie wiele empatii. I na prawdę nie terroryzuję moich znajomych czy rodziny ekologią. Zawsze jednak staram się ich zachęcić. Do kolejnych zmian. Do spojrzenia na siebie i swoje działania szerzej. Nie lubisz wody z kranu? Spróbuj ją filtrować. Nie smakuje Ci woda filtrowana węglem? Spróbuj butelki z filtrem, dzbanka czy nakładki filtrującej na kran. A może pij przegotowaną? Jest tak wiele rozwiązań. Każdego problemu. Każdy mały krok mógłby być moim ostatnim, ale co wtedy? Pytacie mnie często jak zacząć być eko. Ja mogłabym sprzątać dom zwykłą chemią, bo eko środki kupne były za drogie. Ale się przemogłam. Serio nie wierzyłam, że mogę sprzątać octem. Ale dałam temu szansę. I to moja odpowiedź. Małe kroki są najlepszą zmianą jaką możemy zrobić.

Jak zacząć być eko? Najpierw zamieńmy reklamówkę na własną torbę. Później 3 cytryny zabierzmy nie w siatce, a prosto na wagę i do koszyka. Następnie kupmy ziemniaki luzem, nie pakowane i nie do reklamówki, a własnego woreczka. To jest ciąg małych kroków, które możecie robić z tygodnia na tydzień.

Zawsze szukajcie alternatyw!

Ostatnio nie chodziłam do kilku a do jednego sklepu. I czasem musiałam iść na kompromis. Kupić makaron pakowany, a nie na wagę. Poszukałam opakowania papierowego/kartonu. A jak go nie znalazłam to zdarzyło mi się go nie kupić. Jeśli nie był mi aż tak potrzebny to po prostu nie kupiłam makaronu w plastiku. Szukam alternatywy zawsze i zawsze mam z tyłu głowy zamienniki. Ale nie szłam na łatwiznę. Moim małym krokiem było też kiedyś kupowanie pieczywa do papierowej torebki, potem zaczęłam kupować do woreczków. Ostatnio niełatwo było kupić w markecie bułki luzem. A ja nie chciałam kupować ich w siatce. Więc zaczęłam robić je sama. I alleluja jakie to dobre, mówię Wam.

Chciałabym abyście zastanowili się CO I JAK możecie zmienić. Jak możecie zacząć być eko? Gdzie możecie postawić mały krok a gdzie większy. Świat nam się kurczy. Dosłownie i w przenośni, bo co raz mniej na nim będzie przyjaznego miejsca do życia. Ograniczmy się troszeczkę. Widzę czasem w internecie osoby, które chcą być eko i o ekologii mówią stale. Ale kiedy przychodzi co do czego to: lokalnie jest drogo; wygodniej jest z marketu; Lepiej smakuje na dowóz. Nie. Tego nie popieram 😉

Bądźmy rozsądni, szukajmy złotych środków ale nie leńmy się. I nie poddawajmy. Wiem, że niektóre zmiany są trudniejsze dla jednych, dla innych – inne. Ale możecie wciąż szukać nowych alternatyw. Możecie wspierać środowisko w wielu kwestiach. Możecie edukować i dawać przykład! Jeśli macie jakieś pytania, możecie zawsze zobaczyć filmy o moich początkach zero waste na YouTube lub zobaczyć wpis „Zero Waste – jak zacząć?

Życzę sobie i Wam sukcesów w stawianiu, nie małych, a KOLEJNYCH kroków 🙂

2 Replies to “Pułapka małych kroków i jak zacząć być eko?”

  1. Ja miałam swoje dwa wielkie załamania w związku z byciem zero waste. Na ten moment chwilowo się poddałam, bo musze odetchnąć. Za duże na siebie narzuciłam, etyczna moda, wege dieta, zero waste i minimalizm. Ostatecznie zaczęły pojawiać się ciągle wyrzuty sumienia. Zwróciłam uwagę, że nie tylko ja od siebie za dużo wymagałam, ale również inni zaczęli ciągle patrzeć mi na ręce i czekać na moje potknięcie. Najłatwiej mi było, kiedy byłam sama, ale mieszkając z rodzicami lub z chłopakiem, to mijało się z celem. Ja swoje, oni swoje i z moich starań nie było nic widać. Mimo wszystko gdzieś w tyle zawsze mam to zero waste i mam nadzieję, że w końcu wrócę do tych przyjaznych praktyk.
    Bardzo się cieszę, że masz bloga. Oczywiście obserwuje kanał na YT i Instagram, ale ta blogowa przestrzeń od zawsze była moją ulubioną 😉

    1. Całkowicie rozumiem takie narzucanie na siebie wielu ograniczeń. Sama miewałam z tym problemy. Z drugiej strony widzę, że czasem potrzebuję być dla siebie bardziej surowa – aby nie stać się eko leniem :)) Na pewno przy mieszkaniu samej jest łatwiej. Ja mieszkam z chłopakiem i tak jak namówiłam go do korzystania z szamponu w kostce, tak np. ma swoje ulubione parówki i nie chce jeść innych (czy w ogóle nie jeść). Nie wymagam od niego działań „na siłę”. Cieszę się z jego małych kroków 🙂
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz